fbpx

Na ścieżkach literatury

ROZMOWY O KSIĘGACH W CZASACH ZARAZY

Może zastanawiacie się, dlaczego w podtytule pojawia się słowo KSIĘGA  a także  słowo ZARAZA, w sytuacji kiedy niesie ono same negatywne skojarzenia, szczególnie w odniesieniu do panującej teraz pandemii Covid -19?

Po pierwsze są książki i są księgi. Ta najważniejsza czyli Biblia jest zwana Księgą nad Księgami.

I są książki, którym w tytule lub podtytule autor nadał miano Księgi, jak na przykład G. Hauptmann w swojej autobiografii „Księga namiętności”.

Nasze rozmowy rozpoczniemy od „Księgi z San Michele” światowej sławy autobiografii szwedzkiego lekarza Axela Munthe przełożonej na 44 języki.

Jak stąd blisko do znanej większości z Was powieści „Miłość w czasach zarazy” napisanej przez G. Garcíę Márqueza z ogromną czułością, humorem i wyrozumiałością, w której miłość okazuje się silniejsza od samotności, od fatum i od śmierci.

Rozmowy i czytanie książek o zarazie to teraz najlepszy moment, bo ostatnio  gwałtownie wzrosła sprzedaż książek o tej tematyce. Francuskie wydawnictwo Gallimard poinformowało, że od wybuchu pandemii COVID-19 “Dżuma” Alberta Camusa wyprzedała się w ogromnej liczbie egzemplarzy. A przecież do klasyki tego tematu należą: „Dekameron” Boccaccia,  ,,Dziennik roku zarazy” D. Defoe czy ,,Msza za miasto Arras” A. Szczypiorskiego.

W naszych rozmowach słowo ZARAZA będzie miało także wymiar metaforyczny, bo chodzi także o powieści (księgi), których bohaterami są osoby zdeprawowane lub – jeszcze gorzej – osoby przystosowane do zdeprawowanych systemów społecznych i politycznych. Najlepszym przykładem jest „Mały Bies” F. Sołoguba. To ponura opowieść o gimnazjalnym nauczycielu Pieriedonowie, który chcąc awansować powoli pogrąża się w szaleństwie, które utwierdza i podsyca  jego otoczenie z czasów carskiej Rosji.

Z Mariolą Cyganek – pomysłodawczynią cyklu – będziemy rozmawiać o książkach z transcendencją  , o takich, które wkraczają w świat nadprzyrodzony, mają magiczny wymiar i mistyczną tajemnicę.

Rozmowa I

Księga z San Michele Axela Munthe

Kuszenie i Śmierć

18-letni student medycyny Szwed Axel Munthe odkrył w 1875 roku wyspę Capri, gdzie zauroczyła go maleńka kapliczka San Michele. Zakochał się w tym niezwykłym miejscu i przez lata marzył, by zbudować tu dom. Ciężko pracował i wreszcie udało mu się zrealizować marzenie. Zamieszkał w pięknej białej willi i wiódł spokojne życie w pełnej harmonii z otoczeniem. W swych słynnych pamiętnikach połączył realne fakty ze swego pełnego przygód życia z własnymi wizjami i refleksjami.

Autor zaprasza czytelników w podróż dwuwymiarową. Razem z nim podróżujemy w sensie dosłownym; zwiedzamy miasta i kraje, w których żył i pracował: Paryż, Neapol, Rzym, daleką Skandynawię, czy też jego ukochane miejsce – wyspę Capri. Wszystkie te miejsca opisane są  w sposób mistrzowski. Jesteśmy świadkami budowania Willi San Michele na Capri, która powstała najpierw w wyobraźni Axela Munthe, a potem dzięki pomocy i zaangażowaniu mieszkańców wioski Anacapri, również w rzeczywistości, na gruzach dawnej posiadłości Tyberiusza.

Drugą z podróży, w którą udajemy się wraz z autorem i jednocześnie bohaterem, jest podróż metafizyczna. Podróż w głąb człowieka, w istotę człowieczeństwa. A podróż tę odbywamy nie poprzez łopatologiczne filozoficzne wywody, a dzięki lekko podanym, niejako wplecionym w fabułę, spostrzeżeniom i dygresjom o wartościach i wierności wyznawanym przez siebie zasadom.

O tym drugim wymiarze powieści sam autor napisał następująco:

Zdaję sobie sprawę, że niektóre sceny w mojej książce odbywają się na trudnym do określenia pograniczu rzeczywistości z fantazją, owym niebezpiecznym terenie, na którym rozbiły się niejedne pamiętniki i gdzie nawet Goethe zatracił ścieżkę.

Axel Munthe musiał być człowiekiem niezwykłym.  Z ogromnym zaangażowaniem szedł tam, gdzie było niebezpiecznie, gdzie wybuchały epidemie, gdzie ludzie umierali tysiącami. O tych doświadczeniach pisze bez napuszenia, jakby mimochodem, a przecież czytelnik wie, jak ogromną wartość miały one dla wielu osób i jak wielką część siebie autor ofiarowywał swoim pacjentom.

Był człowiekiem niezwykle empatycznym, na granicy jasnowidzenia – gdy przyśniła mu się egipska rzeźba Sfinksa zakopana pod ziemią, ruszył na poszukiwania i znalazł ją! To niezwykła historia. Dziś ten Sfinks stoi przy willi należącej przed laty do Axela Munthego, na wzgórzu, u zbiegu dwóch galerii, tuż przy morzu, patrzy na Wezuwiusza, z lądu nie można dostrzec jego twarzy. Czytając książkę warto poznać naocznie to magiczne miejsce.

Villa San Michele – Capri

Wiadomo, że podczas godzinnej rozmowy nie można i nawet nie ma potrzeby, aby streścić całą książkę, dlatego pragnę zwrócić uwagę na te wątki i motywy, które mnie najbardziej zainteresowały i zaintrygowały i które pojawiły się w naszej rozmowie z Mariolą Cyganek. Dzisiaj przedstawię krótkie rozważania o Kuszeniu i Śmierci. Inne motywy oraz ich interpretacja pojawi się  w kolejnych wpisach na blogu Centrum Organizacji Szkoleń.

ROZDZIAŁ I

MŁODOŚĆ czyli KUSZENIE

Jak już wspomniałem Księga rozpoczyna się od wizyty 18 latka na Capri i zauroczenia malutką kapliczką  i od marzenia wybudowania przy niej domu. Axel pisze:

Ach zamieszkać w takim zakątku ziemi i tu umrzeć […] Jakież to odważne myśli obudziła wybujała fantazja w mym mózgu, gdy starzec mówił, że kaplica do nikogo nie należy! Dlaczego więc nie miałaby stać się moją? […] Zamknąłem oczy, aby zatrzymać w nich te piękne obrazy, rzeczywistość  zblakła i przeszła w półcień marzenia.

I wtedy staje nagle przed nim wysoko postać w czerwonym płaszczu, której początkowo bohater nie rozpoznaje. Obiecuje mu, że wszystko to będzie jego: kaplica, ogród, dom i góra  z pałacem cesarza Tyberiusza, ale pod jednym warunkiem. Bohater ma wyrzec się ambicji zdobycia głośnego imienia w swoim lekarskim zawodzie, ma wyrzec się sławnej przyszłości. To przypomina scenę pierwszego kuszenia Chrystusa na pustyni przez Szatana. Bohater pragnie dowiedzieć się, czy umrze na Capri, ale nieznana postać nie odsłania przed nim przyszłości. Wtedy Axel próbuje odgadnąć tożsamość nieznajomego, który początkowo przedstawił się jako „nieśmiertelny geniusz tego miejsca” i osoba, która przed wiekami obiecała Tyberiuszowi za cenę spokoju i zapomnienia na Capri „piętno hańbiące jego imię po wszystkie czasy”. Ku swojemu zdumieniu bohater rozpoznaje w końcu w Nieznajomym Mefistofelesa z dramatu Goethego i sam utożsamia się z młodym Faustem: zdaje mi się, żeśmy się już kiedyś spotkali … w winiarni Auerbacha w Lipsku…

Jak ta historia kuszenia skończyła się?

Mówi o tym ostatni rozdział Księgi. Bohatera wygnano z San Michele, z domu i świątyni, którą sam zbudował. Swoje życie zakończył samotnie w gotyckiej wieży Torre Materita na Anacapri, którą wybudowano za czasów Dantego. Schronił się w niej przed światłem i żeby się bronić przed zagładą. Jednak jak wiemy stał się jednym z najsławniejszych lekarzy na świecie, bardzo „modnym” w kręgach arystokracji jak sam pisał, a jego biografię przełożono na 44 języki.

ROZDZIAŁ II

QUARTIER LATIN czyli ŚMIERĆ NIEUBŁAGANY PRZECIWNIK

Podczas pobytu w Laponii w rozmowie z krasnoludkiem o dzieciństwie bohatera tłumaczącej jego charakter  wielkie zainteresowanie 600 – letniego gnoma budzi złoty zegarek, o którym Axel mówi: przypomina mi co sekundę, co minutę, co godzinę, w dzień i nocy, że się starzeję i że muszę umrzeć.

Można zapytać, jaki był stosunek bohatera biografii do Śmierci (tu pisanej świadomie dużą literą)?

Na to pytanie Axel Munthe odpowiada nie tylko w swojej przedmowie, ale praktycznie w każdym rozdziale swojej Księgi:

Pewien sławny krytyk nazwał moją opowieść księgą o śmierci. Może miał słuszność. Śmierć rzadko ustępuje z moich myśli: „Nie ma kiełkującej we mnie myśli, która nie miałaby oblicza śmierci” pisał Michelangelo do Vasariego.

Od samego początku Księgi z San Michele Śmierć przedstawiona jest przez autora jako nieubłagany przeciwnik, posępny kolega, z którym nieustannie on jako lekarz walczył. Śmierć pokonywała bohatera często i często widywał on jak kładzie kolejno wszystkich, których usiłował przed nią bronić. Pisząc tę książkę – jak mówi – widziałem jak żyli, cierpieli i umierali.

Pierwszy spersonifikowany obraz Śmierci pojawia się już w drugim rozdziale jako Nieprzejednanego Przeciwnika, który z kosą w ręku obchodzi sale, zawsze gotowy do ścięcia ofiary, zawsze obecny o każdej porze dnia i nocy w starym ponurym szpitalu kryjącym od setek lat ogromne pokłady cierpienia i rozpaczy. Axel przez całą swoją lekarską praktykę prowadził z nim walkę, także podczas pamiętnej zarazy w Neapolu, aż nadszedł w końcu dzień, kiedy uznał, że Śmierć jest jego jedynym przyjacielem, do którego tęsknił i którego prawie kochał, jakkolwiek ona nie zwracała na niego nigdy uwagi.

Doświadczenia bohatera związane z cholerą w Neapolu, gdzie śmierć zabierała codziennie tysiąc osób i w Mesynie, gdzie na jego oczach pogrzebała w przeciągu jednej minuty ponad sto tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci pod zawalającymi się domami , a potem, kiedy mając ręce zakrwawione po łokcie, widział jak mordowała czterysta tysięcy istnień pod Verdun i kładła pokotem kwiat całej armii na równinach Flandrii i pod Sommą, spowodowały, że napisał:

Walka reguluje troskliwie niezmienne prawo równowagi pomiędzy śmiercią a życiem. Gdy równowaga ta zostaje zakłócona przez gromadne wymieranie ludzi w czasie zarazy, trzęsienia ziemi lub podczas wojny, czujna natura dążąc do wyrównania szali powołuje do życia nowe istnienia, aby zajęły miejsce poległych. Mężczyźni i kobiety, znalazłszy się we władzy niezwyciężonych wszechmocy natury, padają sobie w ramiona oślepieni przez żądzę. I nieświadomi wówczas, że śmierć stoi u ich wezgłowia trzymając w jednej ręce napój miłości, w drugiej zaś kielich wieczystego snu.
O śmierci, rozdawczyni życia i jego niszczycielko, początku i końca wszechrzeczy!

…….

Zdawałoby się, że tą apostrofą do Śmierci można by zakończyć ten wątek Księgi.

Ale jest jedno ale …wielkie ALE,  bo trzeba nam wrócić do wątku 600 – letniego krasnoludka z Laponii, dla którego śmierć zdaje się nie istnieć i nie odczuwa on przed nią strachu:

Kto wbił ci w głowę takie głupstwa? Nie słuchaj głosu złotego pudełeczka i tego głupiego gadania o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości! Czyż nie pojmujesz, że to jest to samo! […]
Śmierć! – śmiał się jak szalony – Śmierć! Coś podobnego! Nigdy w życiu nie słyszałem nic głupiego! Cóż za krótkowzroczni głupcy z tych dużych małp w porównaniu z nami, małymi krasnoludkami! Śmierć! Na króla Lurina!

Czyżby w świecie krasnoludków, w świecie nadprzyrodzonym, nie było ani Czasu ani Śmierci? Może nie ma też ich i w naszym ludzkim świecie? Odpowiedzcie sobie sami na to pytanie.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                            Opr. Marek Szafraniec

Poniżej audycja  Na ścieżkach literatury Rozmowy o księgach w czasach zarazy

0
Przewiń do góry